Niedosłuch, szumy uszne, rozumienie mowy.

O tym w jaki sposób niedosłuch przekłada się na doraźne trudności w rozumieniu mowy napisałem już w tekście „Dlaczego nie rozumiem słów? Wpływ niedosłuchu na zrozumiałość mowy”. W tym artykule pójdę krok dalej i opiszę jakie mogą być długofalowe konsekwencje zlekceważonego niedosłuchu.

Choć może nam się wydawać, że przecież zawsze słuch można w końcu przywrócić (np. ostatecznie decydując się na aparat słuchowy), to niestety jak się przekonasz czytając, nie musi to wcale oznaczać, że automatycznie powróci również rozumienie mowy.

Deprywacja słuchowa

Deprywacja od łacińskiego „deprivatio” oznacza pozbawienie lub brak zaspokojenia jakiejś istotnej potrzeby. W audiologii czy protetyce słuchu tą nazwą określa się stan, w którym do danej osoby nie docierają określone dźwięki. W praktyce zatem sprowadza się to do tego, że dana osoba cierpi na niedosłuch. I jakkolwiek należy mieć świadomość, że świat nauki ma przed sobą wiele nierozwikłanych tajemnic, to panuje jednak dosyć duża zgodność co do tego, że stan deprywacji słuchowej (czyli brak stymulacji układu słuchowego w wyniku niedosłuchu), powoduje, że układ ten ulega stopniowemu osłabieniu (atrofii), tak jak niećwiczona ręka lub noga traci mięśnie, słabnie i wiotczeje. 

Zanim jednak rozwiniemy ten temat dokładniej, chciałbym uczynić pewne zastrzeżenie. Naukowcy coraz bardziej zaczynają dochodzić do wniosku, iż konieczne jest ujednolicenie badań pod względem ustawień aparatów słuchowych. Dotychczasowe badania naukowe polegały z grubsza na tym, że porównywano wyniki osób niedosłyszących stosujących aparaty słuchowe z wynikami osób niestosujących aparatów słuchowych.

Problem w tym, że osoby z tej pierwszej grupy (stosujące aparaty) wrzucono w pewnym sensie do “jednego worka”. Jednak aparaty słuchowe są obecnie niesłychanie złożonymi urządzeniami, o bardzo szerokim spektrum możliwości, o czym zresztą napisałem cały artykuł pod tytułem “aparat słuchowy to cud techniki”. 

Aparaty mogą być ustawione na bardzo wiele różnych sposobów. Mogą mieć różną kompresję, różną liczbę kanałów częstotliwości, różne możliwości kierunkowe mikrofonów. Biorąc to pod uwagę, nie da się już powiedzieć, co to ogólnie znaczy „osoba używająca aparatu”, ponieważ aparat może być ustawiony na tak wiele sposobów, że sam w sobie staje się zmienną.

Sądzę że środowisko naukowe zacznie powoli prowadzić badania w ramach grup osób stosujących aparaty o podobnych ustawieniach. Tylko wtedy takie wyniki dadzą jakąś wartość porównawczą.

Ogólnie o deprywacji sensorycznej

Zacznijmy od tego, że deprywacja słuchowa jest jedną z „odmian” deprywacji sensorycznej. Deprywacja sensoryczna jest to stan, w którym organizm (mózg) jest pozbawiony bodźców, które do tej pory do niego docierały.

Nasz mózg w każdej sekundzie dokonuje milionów różnych operacji – odbiera bodźce słuchowe, wzrokowe, węchowe, dotykowe, smakowe, kontroluje pracę serca, temperaturę ciała itd. Niektóre z tych informacji (jak np. dotyk ubrania) musi zaklasyfikować jako nieistotne i powstrzymać się przed dalszym analizowaniem ich. Nie możemy nieustannie myśleć i analizować dotyku ubrania, albo panującej temperatury (jeśli oczywiście jest to przeciętna temperatura, w której nie jest nam za zimno albo za ciepło).

Eksperymenty (a nawet tortury) o jakich możecie poczytać w internecie polegały na odcięciu człowieka od wszelkich bodźców. Zamykano taką osobę w samotności, gdzie nie było żadnych dźwięków ani żadnego światła oraz zakładano specjalne osłony uniemożliwiające dotyk. Po krótkim czasie ich mózg zaczynał „wariować”. Nagle nie miał czego obrabiać. Z mózgiem jest trochę tak, jak z wielką elektrownią. Nie da się jej na noc – gdy śpimy – wyłączyć. Musi dalej pracować.

Podobnie z mózgiem. Nie da się mu powiedzieć „OK, teraz będzie mniej bodźców to popracuj sobie na mniejszych obrotach”. Nie, mózg przez całe życie przyzwyczaił się do procesowania takiej a nie innej ilości bodźców. Kiedy nagle zaczyna ich brakować, to ta „para” musi w coś pójść. W opisywanych przypadkach przybierała formy halucynacji – mózg desperacko tworzył sam z siebie materiał do „obrabiania”.

W przypadku deprywacji słuchowej rzecz ma się nieco inaczej, jednak wciąż jest to zjawisko pokrewne w stosunku do wyżej opisanych ponieważ wiąże się – mówiąc obrazowo i upraszczając – z pewnym „rozregulowaniem” mózgu. 

Powiem nawet więcej. Pozbawiony bodźców dźwiękowych mózg może również wytwarzać pewną szczególną formę „jakby halucynacji” jaką są szumy uszne czyli tinnitus.

Niedosłuch a szumy uszne.

Napisałem “formę jakby halucynacji” z braku lepszego słowa. Gdyby chcieć się ściśle trzymać stanowiska naukowego, to póki co szumy uszne nie są uważane za halucynacje natomiast spotkałem się określeniem “dźwięki fantomowe”.

Nie zamierzam w tym artykule omawiać wszystkich przyczyn szumów usznych, gdyż jest ich wiele a deprywacja słuchowa (czyli po prostu niedosłuch) może być jedną z nich. W dodatku może ale nie musi skutkować wywołaniem szumów usznych. Jesli jednak tak się dzieje, to mechanizm może być taki:

Z powodu niedosłuchu obszary w mózgu odpowiedzialne za słyszenie są niedostymulowane. W pewnym momencie mózg podejmuje decyzję, że skoro nie dociera do niego to co zawsze docierało, to najwidoczniej musi się bardziej „nastroić”. Wchodzi na wyższe obroty i zaczyna „słyszeć” swoją własną, spontaniczną (spoczynkową) aktywność neuronową.

Czym jest spontaniczna aktywność neuronowa? W neuronach (czyli komórkach nerwowych), nawet gdy nie docierają do nich bodźce zewnętrzne, nieustannie ma miejsce aktywność biochemiczna nazywana spontaniczną (samoistne impulsy nie wywołane przez żadne bodźce zewnętrzne). 

W stanie niezaburzonym, kiedy mózg jest normalnie stymulowany z zewnątrz i prawidłowo „skalibrowany”, tę spontaniczną aktywność ignoruje, bo wie, że nie pochodzi z zewnątrz. Dopiero gdy pojawia się dźwięk, czyli prawdziwy bodziec zewnetrzny, skutkujący podwyższeniem tej spontanicznej aktywności, mózg uznaje, że ta nadwyżka aktywności (więcej impulsów) to prawdziwy bodziec i że ma go usłyszeć. 

Możemy to sobie wyobrazić, porównując ten mechanizm do tarowania wagi z położoną na niej szklanką. Gdy przygotowujemy się do pieczenia ciasta, stawiamy szklankę na szalce wagi i tarujemy wagę tak, aby wskazywała zero czyli żeby ignorowała ciężar szklanki, a zaczynała ważenie dopiero wtedy, gdy do szklanki coś wsypiemy, np mąkę.

Podobnie mózg, w normalnych warunkach ignoruje spontaniczną aktywność neuronową, a zaczyna odbierać dopiero podwyższenie tej aktywności czyli bodziec zewnętrzny (dźwięk).

Jeśli natomiast w wyniku długotrwałego niedostymulowania mózg stwierdzi „coś tu nie tak” i wrzuci wyższy bieg, wtedy zaczyna na siłę szukać bodźców. Może w takim wypadku uznać, że trzeba się bardziej nastroić. Przestaje ignorować spontaniczną aktywność neuronów, uznając ją za bodziec zewnętrzny (zaczyna ważyć szklankę) i pojawia się szum uszny czyli tinnitus. Może on przybrać formę dzwonienia lub pisku w uszach.

Nie chcę tutaj zbyt długo drążyć tego tematu, ponieważ szumy uszne to całe odrębne zagadnienie o którym będziemy na pewno jeszcze nie raz mówić. Poza tym ich przyczyny są naprawdę różne, a niedosłuch może być tylko jedną z nich. I, jak już wspomniałem, u niektórych osób ubytek słuchu zaskutkuje szumem a u innych nie.

Przywołując zjawisko szumów chciałem tylko uwypuklić pewną ogólniejszą ideę a mianowicie, że brak bodźca do którego mózg się przyzwyczaił może nieść ze sobą konsekwencje. Konsekwencje te bywają różne a szum może być jedną z nich.

Mózg reorganizuje się w wyniku niedosłuchu

Idźmy jednak dalej. To w jaki sposób niedosłyszenie wpływa na rozumienie mowy jest związane z plastycznością mózgu i wynikającymi z niej zmianami w korze słuchowej (będącej częścią centralnego układu słuchowego).

Musimy zdać sobie sprawę, że receptorom na naszym ciele odpowiadają konkretne „obszary” w mózgu. Jakiś kawałek mózgu odbiera bodźce z naszej lewej ręki, inny kawałek odpowiada za ból w kolanie, inny za widzenie lewym okiem, jeszcze inny za słyszenie prawym uchem.

W wyniku odbierania bodźców zewnętrznych (dotyk, słuch, wzrok), w mózgu wytwarza się mapa (organizacja) takich obszarów. Jakkolwiek dźwięk jest odbierany uszami, to słyszymy go mózgiem, a konkretnie korą słuchową. Kora zaś – tak jak ślimak – jest zorganizowana tonotopowo. Poszczególnym częstotliwościom (tonom) odpowiadają konkretne obszary kory słuchowej.

Pierwotna kora słuchowa odbiera konkretne częstotliwości, a następnie łączy się z asocjacyjnymi obszarami kory słuchowej, które odpowiadają np. za rozumienie mowy.

rys.1 – Kora słuchowa

Nie wnikając w to zagadnienie przesadnie głęboko postarajmy sobie uzmysłowić jedną rzecz. Cały ten niezwykle skomplikowany układ działa jak absolutnie fenomenalny procesor. Słowa docierają do nas w postaci takich jakby paczek z różnymi częstotliwościami. W słowie „sad” sąsiadują ze sobą: paczka wysokich częstotliwości („s”), paczka niskich („a”) i pomieszanie średnich z niskimi („d”). A każda z tych głosek zawiera w sobie jeszcze mnóstwo częstotliwości harmonicznych.

Pierwotna kora mózgowa ocenia wstępnie skład częstotliwościowy takiej paczki i wysyła to do oceny do kory asocjacyjnej (wtórnej), która na podstawie naszego doświadczenia życiowego, wydaje werdykt, że właśnie usłyszeliśmy słowo „sad”. W tym momencie w naszej głowie pojawia się obraz przedstawiający jabłonie, świecące słońce i bzyczenie pszczół.

Powtórzmy, bo to bardzo ważne: słowa docierają do nas jako początkowo nic nie znaczące zlepki częstotliwości. Dzięki temu, że mózg zdążył się już przez nasze życie odpowiednio (tonotopowo) zorganizować, to działa w nim płynnie, niczym dobrze naoliwiona maszyna, mechanizm interpretujący te zlepki jako konkretne słowa.

Rozregulowanie mózgu i brak rozumienia mowy

I tu wreszcie dochodzimy do sedna sprawy związanej z deprywacją słuchową. Pozbawienie bodźców (w wyniku niedosłuchu) powoduje, że mózg zaczyna się reorganizować na co pozwala mu jego plastyczność. Mózg niejako oddelegowuje te nieużywane (w następstwie niedosłuchu) obszary do innych zadań i cały, mozolnie przez lata zbudowany system interpretowania zlepków częstotliwości jako słów, rozsypuje się.

W tryby tej super-precyzyjnej maszyny nagle dostało się trochę piasku i całość zaczyna zgrzytać. Mózg ma problemy z poprawnym wydawaniem werdyktów co do tego, jakie słowo właśnie usłyszał. Po prostu zatracił płynność działania.

Co więcej, jeśli taki stan się przedłuża, to nawet gdy w pewnym momencie wzmocnimy bodźce dźwiękowe (czyli np. w końcu po latach zdecydujemy się na aparat słuchowy), to mózg może zapomnieć co z nimi ma właściwie zrobić. No owszem dotarła do niego jakaś taka częstotliwość ale nie wie co z nią począć bo już się przeorganizował i nie jest na nią przygotowany.

Może to być przyczyną przeogromnej frustracji, szczególnie jeśli wydasz niemałe pieniądze na aparat słuchowy, a nie przyniesie on poprawy jakości życia jakiej się spodziwasz, czyli lepszej zrozumiałości mowy. Ponadto pozbawienie mózgu możliwości słyszenia może być przyczyną kolejnych przypadłości. W dalszej perspektywie może nawet przyczynić się do rozwoju demencji, depresji czy alienacji spolecznej o czym pisałem w artykule „Czy ja w ogóle potrzebuję aparatu słuchowego?…czyli o fatalnych konsekwencjach zlekceważenia niedosłuchu.”

Podsumowanie

Zjawisko deprywacji słuchowej zostało zaobserwowane już dawno. Naukowcy obserwując je stawiali hipotezy i na ich podstawie układali eksperymenty. W wielu przypadkach spodziewali się takiego a nie innego wyniku, a jednak eksperyment pokazywał coś innego

Konsekwencje stanu deprywacji słuchowej w pewnym sensie wciąż się naukowcom wymykają, choć możemy przyjąć że środowisko naukowe jest zgodne co do tego że najbardziej negatywny wpływ mogą mieć na rozumienie mowy.

Na chwilę obecną proponuję przyjąć następujący sposób myślenia: „na zdrowy rozum, gdybyśmy przez pięć lat leżeli bez ruchu w łóżku, to potem nie bylibyśmy w stanie zrobić nawet jednego kroku. Analogicznie uznajmy zatem, że pięć lat niesłyszenia pewnej grupy częstotliwości będzie miało negatywny wpływ na pracę naszego mózgu w dziedzinie przetwarzania dźwięków i rozumienia mowy. Lekceważenie tego zjawiska jest lekkomyślne i nieodpowiedzialne.

Możemy je oczywiście ignorować, tak jak często ignorujemy podwyższony poziom cukru czy cholesterolu. Jednak przestańmy się czarować, że nie ma to na nas wpływu i wmawiać sobie, że przecież zawsze (jak już rzeczywiście nie będziemy dawać sobie rady) możemy (ewentualnie!) założyć aparat słuchowy.

Okazać się bowiem może, że niedosłuch tak przemeblował nasz mózg, że ciężko go z powrotem prawidłowo umeblować. Mimo iż wreszcie dostarczymy do mózgu wzmocnione dźwięki, to mózg oduczył się procesowania ich. Weźmy to pod uwagę!

Bibiografia

1) Hearing aids and the brain: What’s the connection? – https://journals.lww.com/thehearingjournal/fulltext/2006/08000/Hearing_aids_and_the_brain__What_s_the_connection_.3.aspx

2) Auditory Deprivation, Brain Changes Secondary to Hearing Loss, and More: An Interview with Anu Sharma, PhD – http://www.hearingreview.com/2017/01/auditory-deprivation-brain-changes-secondary-hearing-loss-interview-anu-sharma-phd/

3) Some sense in sensory deprivation – http://www.sciencebrainwaves.com/some-sense-in-sensory-deprivation/

4) Jak słyszy mózg? Tonotopowa organizacja kory słuchowej – http://slysze.ifps.org.pl/jak-slyszy-mozg-tonotopowa-organizacja-kory-sluchowej/

5) Hearing Aids: The Brain Connection – https://www.asha.org/Articles/Hearing-Aids-The-Brain-Connection/

7) -Auditory Deprivation, Inhibitory Circuits and Plasticity: Implications for the Comprehension of Tinnitus and Hyperacusis http://www.arquivosdeorl.org.br/conteudo/acervo_eng.asp?Id=341

8) Reversible Induction of Phantom Auditory Sensations through Simulated Unilateral Hearing Loss – https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3366980/

Źródła zdjęć

rys 1. – oryginał autorstwa / original image by 10.1371_journal.pbio.0030137.g001-L.jpg: Chittka L, Brockmann, CC BY 2.5 , via Wikimedia Commons

Dodaj komentarz