Czy ja w ogóle potrzebuję aparatu słuchowego?…czyli o fatalnych konsekwencjach zlekceważenia niedosłuchu

Skoro trafiłeś na niniejszą stronę, to z dużą dozą prawdopodobieństwa  podejrzewasz u siebie ubytek słuchu . Zastanówmy się zatem wspólnie nad problemami jakich możesz doświadczać i spróbujmy je razem przeanalizować, by następnie wyciągnąć z nich konstruktywne wnioski.

Jak zawsze, uczulam na fakt iż często używam pewnych terminów w ich potocznym znaczeniu, które może być inne od terminologii fachowej. Informacje tu zawarte mają charakter pojęciowy i nie stanowią porady medycznej. Dołożyłem wszelkich starań, aby niniejszy artykuł był wolny od błędów i nieścisłości, jednak może się zdarzyć że zawiera on pomyłki. Czytelnik musi zatem sam zdecydować czy zawarte tu informacje mają zastosowanie w jego sytuacji. Opierając się na zawartych tu informacjach podczas podejmowania decyzji, robisz to na własną odpowiedzialność. (patrz regulamin).

Poniżej prezentuję listę potencjalnych sformułowań jakimi być może opisujesz swoje problemy ze słuchem:

  • Słyszę ale nie rozumiem.
  • Słyszę, kiedy dookoła jest cicho ale jak pojawia się jakiś hałas, to nic nie mogę zrozumieć.
  • Nie słyszę dzwonka telefonu
  • Lepiej słyszę głosy męskie niż żeńskie
  • Mam problemy ze zrozumieniem, kiedy pojawia się echo – np w kościele
  • Nie rozumiem rozmowy przez telefon

To tylko kilka przykładowych opisów ale być może właśnie tego rodzaju spostrzeżenia pojawiają się w Twojej głowie. Jeśli sytuacje w których czujesz, że masz problem ze słyszeniem, stają się na tyle denerwujące, że nie możesz już ich dłużej ignorować to najrozsądniejszym rozwiązaniem będzie udanie się po poradę lekarską (np. do otolaryngologa lub audiologa).

Streszczenie artykułu dla osób nielubiących czytać.

W dalszej części artykułu piszę o bardzo groźnych konsekwencjach jakie może nieść za sobą zlekceważenie ubytku słuchu.

Powołując się na światowe badania wykazuję poniżej iż zbagatelizowany niedosłuch może skutkować nieodwracalnym pogorszeniem rozumienia mowy związanym z deprywacją słuchową, przyspieszyć procesy demencyjne takie jak choroba Alzheimera oraz znacząco wpłynąć na nasze samopoczucie i relacje z bliskimi.

Poruszyłem tu ponadto kwestie wpływu niedosłuchu na wysokość zarobków oraz pofilozofowałem co nie co na temat tego, czy cytowane przeze mnie amerykańskie wyniki badań możemy uznać za przydatne w naszych, polskich realiach.

Artykuł jest bardzo długi. Jeśli planujesz przeczytać go od deski do deski, to proponuję zaparzyć sobie kubek dobrej kawy lub herbaty 🙂 – udanej lektury!

Może się jednak zdarzyć, że idąc ulicą zauważysz szyld “Darmowe badanie słuchu” i skusi Cię to, żeby poddać się takiemu badaniu.

Już o tym wspominałem ale powtórzę. “Badanie słuchu” to dosyć daleko idące uproszczenie, jako że badanie słuchu czyli układu słuchowego to bardzo zaawansowany proces, na który składa się wiele różnych rodzajów badań. Badanie, które przeprowadza się w punktach protetycznych powinno się tak naprawdę nazywać “wyznaczaniem progu słyszalności” lub „pomiarem audiometrycznym”. (o tym jak może przebiegać takie badanie przeczytasz tutaj)

Wracając do tematu, nie ma przeciwwskazań, by do wspomnianego punktu wstąpić i poddać się takiemu darmowemu badaniu. Już chociażby to, że będziesz wiedział, czy masz jakiś problem ze słuchem czy nie jest argumentem za tym, żeby się takiemu badaniu poddać. Bardzo ważną rzeczą jednak jest, by wynik takiego badania obejrzał lekarz specjalista. Jest to niezmiernie istotne bo oprócz podstawowych, omówionych w poprzednim rozdziale informacji, audiogram może wskazywać również bardziej szczegółowo, co tak naprawdę jest przyczyną niedosłuchu.

Audiogram może np „sugerować” możliwość Choroby Ménière’a lub na potencjalną obecność guza nerwu słuchowego, dlatego powinien być bezwzględnie poddany diagnozie lekarza specjalisty (laryngologa, audiologa).

Niedosłuch wysokoczęstotliwościowy

Przyjrzyjmy się jednemu z najczęstszych typów niedosłuchu. Będzie on również dobrym punktem wyjścia do innych niedosłuchów, mam na myśli tzw niedosłuch wysokoczęstotliwościowy.

Objawia się on tym, że próg słyszalności jest w normie lub prawie w normie na niskich i średnich częstotliwościach (250 – 2000 Hz), zaś poza normą na wysokich częstotliwościach. Można też powiedzieć że: “niedosłuch opada na wysokich częstotliwościach”

Na audiogramie może to wyglądać np tak (tutaj akurat dla ucha prawego):

Niedosłuch wysokoczęstotliwościowy
fot.1 Niedosłuch wysokoczęstotliwościowy

Jeśli Twój niedosłuch na audiogramie wygląda podobnie, oznacza to że masz problemy w słyszeniu wysokich dźwięków. Co to znaczy w praktyce? Weźmy bodaj najistotniejszy aspekt codziennej komunikacji – rozmowę. Jaki wpływ może mieć taki wysokoczęstotliwościowy niedosłuch na zwykłą komunikację międzyludzką.

Wpływ niedosłuchu na rozumienie mowy

Na początek musimy zdać sobie sprawę, że różne głoski (czyli dźwięki mowy) mają różne częstotliwości – jedne są wysokie inne są niskie. Te niskie to np: a, e, m, n zaś te wysokie to np.: s, f, sz.

Już chyba domyślasz się o co chodzi prawda? Dokładnie. Wypowiedzi, które docierają do mózgu osoby z ubytkiem wysokoczęstotliwościowym to wypowiedzi jakby “podziurawione” przez niedosłuch.

Jeśli dobrze słyszysz niskie i średnie tony, a masz problem z wysokimi to np. zdanie „Liście szeleszczą na wietrze” dotrze do Ciebie jako „li__e _ele_czą na wiet_e”.

Nie jest to oczywiście tak ewidentne, że wyczuwasz przerwy w postaci fragmentów ciszy, ale mniej więcej, taka jest idea. I teraz ważna rzecz. Może Ci się wydawać, że Ty tak naprawdę nie masz niedosłuchu bo przecież słyszysz, że ktoś coś mówi (i to całkiem wyraźnie) ale nie rozumiesz. Albo rozumiesz ale wtedy gdy dookoła jest cicho. Musimy w tym miejscu wprowadzić pojęcie redundancji mowy.

Redundancja mowy

Redundancja oznacza nadmiar czegoś. Dla człowieka ze zdrowym słuchem mowa jest wręcz zbyt obfita w informacje. Co mam na myśli? Otóż mowę możemy “okroić” z pewnych częstotliwości a i tak będzie zrozumiana. Dzieje się tak dzięki temu, że nasz mózg bardzo szybko „dopowiada sobie” brakujące elementy na podstawie, kontekstu czy doświadczenia.

Weźmy na przykład rozmowę telefoniczną – techniczna niedoskonałość słuchawki telefonu powoduje, że pewne składowe (harmoniczne) częstotliwości nie są przez tę słuchawkę transmitowane. Nie przeszkadza to jednak człowiekowi ze zdrowym słuchem prowadzić niemalże swobodnej rozmowy telefonicznej.

Dlaczego „niemalże”? Bo już kiedy przychodzi do przeliterowania czegoś, to nasz telefoniczny rozmówca musiałby powiedzieć np.: “s” jak “Stefan” – bo w przeciwnym wypadku, ciężko byłoby nam rozróżnić czy mówi samo “s” czy samo “f”, ale mózg natychmiast wie – z naszego życiowego doświadczenia – że nie ma przecież imienia Ftefan tylko Stefan, w związku z czym natychmiast łata dziurę spowodowaną wycięciem tych składowych częstotliwości, które w rozmowie twarzą w twarz (tzn. gdyby dźwięk przenosił się w powietrzu) pozwoliłyby nam odróżnić „s” od „f”.

Kable, światłowody i satelity nie potrafią przetransmitować tak subtelnych różnic dźwięku (harmonicznych składowych częstotliwości) ale nasz mózg i tak sobie doskonale radzi bo z kontekstu i doświadczenia, na bieżąco uzupełnia ginące komponenty rozmowy.

To właśnie jest redundancja – mowa jest „przeładowana” informacjami. Nawet jeśli jedne giną, to inne pozwalają mózgowi je “załatać”.

Sytuacje trudne akustycznie

Wróćmy zatem do naszego przykładu. Może Ci się wydawać, że nie masz problemu ze słuchem bo przecież słyszysz (ale nie rozumiesz) albo słyszysz tylko jak jest cicho. I masz rację. Kiedy bowiem jest cicho redundancja mowy pozwala Twojemu mózgowi „załatać” dziury spowodowane niesłyszeniem “s” czy “sz” ponieważ dobrze słyszysz resztę wypowiedzi.


Kora słuchowa
fot.1; Rozkład częstotliwości głosu męskiego mówiącego “nineteenth century” Źródło oryginału: Aquegg /Wikimedia Commons

Jednak problem wyłania się się w momencie gdy pojawia się hałas. Mówimy wtedy, że sytuacja jest trudniejsza akustycznie. W hałasie, nie dość że nie słyszysz dźwięków wysokoczęstotliwościowych z powodu swojego niedosłuchu, to jeszcze i te dźwięki, które w ciszy pozwalałyby ci rozumieć mowę stają się słabiej słyszalne bo zagłuszone (zamaskowane) przez hałas.

Dla mózgu zaczyna się robić za trudno bo ma za mało informacji i nie nadąża z „łataniem”. I właśnie w tym momencie,w sytuacji hałaśliwej, przydałby Ci się aparat słuchowy. Powiemy sobie znacznie więcej o niesamowitych funkcjach aparatów słuchowych, które pozwalają wyodrębnić mowę z hałasu. Na razie po prostu przyjmijmy, że sytuacja hałasu jest jedną z tych, w których przydałby Ci się aparat słuchowy.

Prowadzi nas to do jednej z pierwszych konkluzji. Aparat słuchowy nie musi być urządzeniem, które nosisz przez cały czas. To tak jak z okularami. Zakładasz je tylko w określonych sytuacjach – np do czytania. Mówiąc zatem że nie masz niedosłuchu bo przecież słyszysz (tylko nie rozumiesz), to tak jakbyś mówił, że nie masz problemu ze wzrokiem bo przecież widzisz. Owszem widzisz ale nie zawsze widzisz dobrze, a tam, gdzie dobrze nie widzisz (np podczas czytania), wspierasz się okularami. Podobnie z niedosłuchem – tam gdzie nie słyszysz, wspierasz się aparatem.

Zgubne skutki zignorowania niedosłuchu.

Co może się dziać jeśli będziesz zwlekał z zastosowaniem aparatu słuchowego?

Statystycznie mija od około 10 lat zanim osoba cierpiąca na ubytek słuchu zdecyduje się na zastosowanie aparatu słuchowego (1). Mamy (jako ludzie) tendencję do tego, aby uważać niedosłuch z nieszkodliwą przypadłość, do której w sumie możemy się przystosować.

Niestety jest to dalekie od prawdy i takim podejściem możemy wyrządzać w naszym życiu więcej szkody niż może nam się wydawać. Dochodzi do tego wciąż pokutujące przekonanie o aparacie słuchowym, jako o symbolu niedołęstwa i starości (identycznie jak kiedyś było z okularami!).

Niestety, jak pokazują badania naukowe, niedosłuch – w płaszczyźnie emocjonalnej – potrafi siać prawdziwe spustoszenie w relacjach rodzinnych i międzyludzkich, być przyczyną depresji lub alienacji oraz – w płaszczyźnie fizjologicznej – może być katalizatorem bardzo niepożądanego i często nieodwracalnego zjawiska zwanego deprywacją słuchową.

Najnowsze badania zdają się ponadto coraz mocniej potwierdzać hipotezę, iż niedosłuch jest jednym z czynników zwiększającym ryzyko wystąpienia demencji (np. choroby Alzheimera).

Przyjrzyjmy się po kolei poszczególnym przypadłościm na jakie narażamy się odwlekając decyzję o założeniu aparatu słuchowego. Zacznijmy od deprywacji słuchowej.

Deprywacja słuchowa

Należy mieć świadomość, iż jeśli chodzi o słuch (i nie tylko 😉 ), świat nauki ma przed sobą wiele nierozwikłanych tajemnic. Panuje dosyć duży konsensus co do tego, że brak stymulacji układu słuchowego (czyli niedosłuch) sprawia, że układ ten ulega stopniowemu osłabieniu (atrofii) tak jak niećwiczona ręka lub noga traci mięśnie, wiotczeje i w rezultacie nie nadaje się do użytku. Zjawisko to nosi nazwę deprywacji słuchowej (lub deprywacji słyszenia). Przyjrzyjmy mu się uwzględniając możliwie jak najwięcej punktów widzenia i różnych metodologii badań i opinii naukowych.

Różne wcielenia deprywacji słuchowej

Zanim rozwiniemy temat deprywacji słuchowej kilka wstępnych zastrzeżeń. Po pierwsze staram się oddać najlepiej jak umiem stan wiedzy na dzien dzisiejszy (druga połowa 2017). Należy jednak zauważyć, że choć zjawisko to zostało zauważone już dawno, to światowa nauka nie zajęła tu jeszcze jednolitego stanowiska.

Okazać się może, że niedosłuch tak przemeblował nasz mózg, że ciężko go z powrotem prawidłowo umeblować.

To znaczy, zarówno co do swej istoty jak i skali zjawiska nie ma tu niepodważalnych ustaleń. Różne grupy naukowców badają je pod innym kątem i dochodzą do nieco innych wniosków. (5)

Ponadto należy zwrócić uwagę na dwie sprawy. Po pierwsze, w obszarze badań audiologicznych szczególne miejsce zajmuje jeden konkretny rodzaj deprywacji słuchowej a mianowicie występujący w sytuacji kiedy osoba cierpiąca na obuuszny niedosłuch stosuje tylko jeden aparat słuchowy. Deprywacja słuchowa jest w takim wypadku badana w drugim uchu (tym bez aparatu). W niniejszym rozdziale pragnę jednak przedstawić argumenty stojące za tym, żeby w ogóle zacząć myśleć o stosowaniu aparatu (aparatów!) a dopiero potem przedstawię całą litanię faktów na poparcie tezy o wyższości obuusznego stosowania aparatów nad jednousznym.

Po drugie, naukowcy coraz bardziej zaczynają dochodzić do wniosku, iż konieczne jest ujednolicenie badań pod względem ustawień aparatów słuchowych. Co mam na myśli? Najprościej rzecz ujmując (co nie uwzględnia wszystkich niuansów ale oddaje istotę sprawy) dotychczasowe badania naukowe polegały z grubsza na tym, że porównywano wyniki osób niedosłyszących stosujących aparaty słuchowe z wynikami osób niestosujących aparatów słuchowych.

Problem w tym, że osoby z tej pierwszej grupy (stosujące aparaty) wrzucili w pewnym sensie do jednego worka. Jak sobie jeszcze napewno powiemy aparaty słuchowe są obecnie niesłychanie złożonym urządzeniamy, o bardzo szerokim spektrum możliwości. Mogą być ustawione na bardzo wiele różnych sposóbów – mogą mieć różną kompresję, różną liczbę kanałów częstotliwości, różne możliwości kierunkowe mikrofonów. Biorąc to pod uwagę nie da się już powiedzieć co to ogólnie znaczy “osoba używająca aparatu”, ponieważ aparat może być ustawiony na tak wiele sposobów, że sam w sobie staje się zmienną.

Sądze że naukowcy zaczną powoli prowadzić badania w ramach grup osób stosujących aparaty o podobnych ustawieniach. Tylko wtedy takie wyniki dadzą jakąś wartość porównawczą. (5,12)

Ogólnie o deprywacji sensorycznej

Zacznijmy od tego, że deprywacja słuchowa jest jedną z „odmian” deprywacji sensorycznej. Deprywacja od łacińskiego „deprivatio” oznacza pozbawienie lub brak zaspokojenia jakiejś istotnej potrzeby. Deprywacja sensoryczna jest to stan, w którym organizm (mózg) jest pozbawiony bodźców. Wystarczy że poszperacie trochę w internecie a przekonacie się, jak interesujące jest to zjawisko. Był temu nawet poświęcony jeden z odcinków Polimatów.

W skrócie – nasz mózg w każdej milisekundzie dokonuje milionów różnych operacji – odbiera bodźce słuchowe, wzrokowe, węchowe, dotykowe, smakowe, kontroluje pracę serca, temperaturę ciała itd. Niektóre z tych informacji (jak np. dotyk ubrania) musi zaklasyfikować jako nieistotne i zatrzymywać przed dalszym świadomym analizowaniem przez nas – nie możemy nieustannie myśleć i analizować dotyku ubrania, albo panującej temperatury (jeśli oczywiście jest to przeciętna temperatura w której nie jest nam za zimno albo za ciepło).

Eksperymenty (a nawet tortury) o jakich możecie poczytać w internecie polegały na odcięciu człowieka od wszelkich bodźców. Zamykano taką osobę w samotności, gdzie nie było żadnych dźwięków ani żadnego światła oraz zakładano specjalne osłony uniemożliwiające dotyk. Po krótkim czasie mózg zaczynał „wariować”. Nagle nie miał czego obrabiać. Z mózgiem jest trochę tak, jak z wielką elektrownią. Nie da się jej na noc – gdy śpimy – wyłączyć, musi dalej pracować (dlatego energia elektryczna jest w nocy tańsza :-)).

Podobnie z mózgiem – nie da się mu powiedzieć „OK, teraz będzie mniej bodźców to popracuj sobie na mniejszych obrotach”. Nie, mózg przez całe życie przyzwyczaił się do procesowania takiej a nie innej ilości bodźców. Kiedy nagle zaczyna ich brakować, to ta „para” musi w coś pójść. W opisywanych przypadkach przybierała formy halucynacji – mózg desperacko tworzył sam z siebie materiał do „mielenia”.

W przypadku deprywacji słuchowej rzecz ma się nieco inaczej, jednak wciąż jest to zjawisko pokrewne w stosunku do wyżej opisanych ponieważ wiąże się – mówiąc obrazowo i upraszczając – z pewnym „rozregulowaniem” mózgu. Powiem nawet więcej – pozbawiony bodźców dźwiękowych mózg może również wytwarzać pewną szczególną formę halucynacji jaką są szumy uszne.

Dygresja o szumach usznych i spontanicznej aktywności neuronowej

Z powodu niedosłuchu obszary w mózgu odpowiedzialne za słyszenie są niedostymulowane. W pewnym momencie mózg podejmuje decyzję, że skoro nie dociera do niego to co zawsze docierało, to najwidoczniej musi się bardziej „nastroić”. Wchodzi na wyższe obroty i zaczyna „słyszeć” swoją własną, spontaniczną (spoczynkową) aktywność neuronową!

W neuronach, nawet gdy nie docierają do nich bodźce zewnętrzne, nieustannie ma miejsce aktywność biochemiczna nazywana spontaniczną (samoistne impulsy nie wywołane przez żadne bodźce zewnętrzne). W stanie niezaburzonym, kiedy mózg jest normalnie stymulowany z zewnątrz i jest dobrze „skalibrowany”, tę spontaniczną aktywność ignoruje, bo wie że nie pochodzi z zewnątrz. Dopiero gdy pojawia się prawdziwy bodziec, skutkujący podwyższeniem tej spontanicznej aktywności mózg uznaje że ta „nadwyżka aktywności” to prawdziwy bodziec i że ma go usłyszeć. Mózg działa w tym wypadku jak dobrze wytarowana waga, gdy przygotowujemy się do pieczenia ciasta – ignoruje ciężar szklanki (aktywność spontaniczną), a zaczyna ważyć dopiero, gdy do szklanki wsypiemy mąkę (bodziec).

Jeśli natomiast w wyniku długotrwałego niedostymulowania mózg stwierdzi „coś tu nie tak” i wrzuci wyższy bieg, wtedy zaczyna na siłę szukać bodźców. Może w takim wypadku uznać, że trzeba zweryfikować dane kalibracyjne. Przestaje ignorować spontaniczną aktywność neuronów uznając ją za bodziec zewnętrzny (zaczyna ważyć szklankę) i słyszymy szum.

Brak bodźca, do którego mózg się przyzwyczaił może nieść ze sobą konsekwencje…szum uszny może być jedną z nich

Nie chcę tutaj zbyt długo drążyć tego tematu, ponieważ szumy uszne to całe odrębne zagadnienie o którym będziemy na pewno jeszcze nie raz mówić. Poza tym ich przyczyny są naprawdę różne, a niedosłuch może być tylko jedną z nich, co więcej u niektórych osób ubytek słuchu zaskutkuje szumem a u innych nie (4)

Zaraz przepraszam, miałem pisać o deprywacji słuchowej a nagle odbiłem w kierunku szumów usznych. Jeśli zacząłeś w tym miejscu się irytować, że już nie wiesz o czym ten człowiek właściwie pisze, to już śpieszę wyjaśnić że nie stawiam znaku równości pomiędzy deprywacją słuchową a szumami usznymi. Przywołując zjawisko szumów chciałem tylko uwypuklić pewną ogólniejszą ideę a mianowicie, że brak bodźca do którego mózg się przyzwyczaił może nieść ze sobą konsekwencje. Konsekwencje te bywają różne a szum może być jedną z nich.

niniejszym koniec dygresji!

Plastyczność i tonotopowość mózgu

W powszechnym ujęciu deprywacja słuchowa wiązana jest z plastycznością mózgu i wynikającymi z niej zmianami w korze słuchowej (będącej częścią centralnego układu słuchowego).

Musimy zdać sobie sprawę, że receptorom na naszym ciele odpowiadają konkretne „obszary” w mózgu. Jakiś kawałek mózgu odbiera bodźce z naszej lewej ręki, inny kawałek odpowiada za ból w kolanie, inny za widzenie lewym okiem, jeszcze inny za słyszenie prawym uchem.

W mózgu wytwarza się mapa (organizacja) takich obszarów. Jakkolwiek dźwięk jest odbierany uszami, to słyszymy go mózgiem a konkretnie korą słuchową. Kora zaś – tak jak ślimak – jest zorganizowana tonotopowo. Poszczególnym częstotliwościom odpowiadają konkretne obszary kory słuchowej.

Pierwotna kora słuchowa odbiera konkretne częstotliwości a następnie łączy się z asocjacyjnymi obszarami kory słuchowej które odpowiadają np. za rozumienie mowy. (3)


Kora słuchowa
fot.3; Kora słuchowa w mózgu Źródło oryginału: Chittka L, Brockmann / Wikimedia Commons

Nie wnikając w to zagadnienie przesadnie głęboko postarajmy sobie uzmysłowić jedną rzecz – cały ten niezwykle skomplikowany układ działa jak absolutnie fenomenalny procesor. Słowa docierają do nas w postaci takich jakby paczek z różnymi częstotliwościami. W słowie „sad” sąsiadują ze sobą: paczka wysokich częstotliwości („s”), paczka niskich („a”) i pomieszanie średnich z niskimi („d”). A każda z tych głosek zawiera w sobie jeszcze mnóstwo częstotliwości harmonicznych.

Pierwotna kora mózgowa na dzień dobry ocenia skład częstotliwościowy takiej paczki i wysyła to do oceny do kory asocjacyjnej (wtórnej), która na podstawie naszego doświadczenia życiowego, wydaje werdykt, że właśnie usłyszeliśmy słowo „sad”. W tym momencie w naszej głowie pojawia się obraz przedstawiający jabłonie, świecące słońce i bzyczenie pszczół (przynajmniej ja tak właśnie wyobrażam sobie sad 🙂 ).

Powtórzmy, bo to bardzo ważne, słowa docierają do nas jako początkowo nic nie mówiące mózgowi zlepki częstotliwości. Dzięki temu, że mózg zdążył się już przez nasze życie odpowiednio (tonotopowo) zorganizować, to działa w nim płynnie, niczym dobrze naoliwiona maszyna, mechanizm interpretujący te zlepki jako konkretne słowa.

Reorganizacja mózgu

I tu wreszcie dochodzimy do clue całej sprawy związanej z deprywacją słuchową. Pozbawienie bodźców (w wyniku niedosłuchu) powoduje, że mózg zaczyna się reorganizować na co pozwala mu jego plastyczność. Cały mozolnie przez lata zbudowany system rozkodowywania zlepków częstotliwości zaczyna się sypać.
W tryby tej super precyzyjnej maszyny nagle dostało się trochę piasku i całość zaczyna zgrzytać. Mózg zaczyna mieć problemy z poprawnym wydawaniem werdyktów co do tego, jakie słowo właśnie usłyszał – po prostu zatracił płynność działania.

Co więcej, jeśli taki stan się przedłuża, to nawet gdy w pewnym momencie wzmocnimy bodźce dźwiękowe (czyli np. w końcu po latach zdecydujemy się na aparat słuchowy), to mózg może zapomnieć co z nimi ma właściwie zrobić – no owszem dotarła do niego jakaś taka częstotliwość „ale co z nią począć nie wiem” – rozkłada bezradnie swoje mózgowe ręce ;-).

Gdy przygotowywałem się do pisania tego artykułu przejrzałem bardzo wiele publikacji naukowych – zarówno tych sprzed lat jak i całkiem niedawnych. Z tej kwerendy wyłania się mniej więcej taki obraz (w moim najlepszym rozumieniu). Zjawisko deprywacji słuchowej zostało zaobserwowane już dawno. Naukowcy obserwując je stawiali hipotezy i na ich podstawie układali eksperymenty. W wielu przypadkach spodziewali się takiego a nie innego wyniku, a jednak eksperyment pokazywal coś innego

Deprywacja słuchowa w pewnym sensie wciąż się naukowcom wymyka, choć możemy przyjąć że środowisko naukowe jest zgodne co do tego że najbardziej negatywny wpływ może mieć na rozumienie mowy. (5,6,12).

Na chwilę obecną proponuję przyjąć następujący sposób myślenia: „na zdrowy rozum, gdybyśmy przez pięć lat leżeli bez ruchu w łóżku, to potem nie bylibyśmy w stanie zrobić nawet jednego kroku. Analogicznie uznajmy zatem, że pięć lat niesłyszenia pewnej grupy częstotliwości będzie miało negatywny wpływ na pracę naszego mózgu w dziedzinie przetwarzania dźwięków. Lekceważenie tego zjawiska jest lekkomyślne i nieodpowiedzialne.

Możemy je oczywiście ignorować, tak jak często ignorujemy podwyższony poziom cukru czy cholesterolu. Jednak przestańmy się czarować, że nie ma to na nas wpływu i wmawiać sobie, że przecież zawsze (jak już rzeczywiście nie będziemy dawać sobie rady) możemy (ewentualnie!) założyć aparat słuchowy.

Okazać się bowiem może, że niedosłuch tak przemeblował nasz mózg, że ciężko go z powrotem prawidłowo umeblować. Mimo iż wreszcie dostarczymy do mózgu wzmocnione dźwięki, to mózg oduczył się procesowania ich. Weźmy to pod uwagę!

Niedosłuch a demencja

Zacznijmy od tego czym jest demencja. Tym pojęciem określa się cały wachlarz problemów związanych z funkcjonowaniem mózgu. Problemy te mogą dotyczyć pamięci, mowy, emocji oraz procesów myślowych.

Jakkolwiek prawdopodobieństwo wystąpienia demencji wzrasta wraz z wiekiem, nie jest ona częścią normalnego procesu starzenia (tak jak np. siwe włosy czy zmarszczki). Najbardziej powszechną formą demencji jest choroba Alzheimera. (14)

Osłabienie procesów kognitywnych (myślowych, pamięciowych) może być wynikiem różnych sytuacji.
W przypadku choroby Alzheimera objawy demencji są następstwem obumierania komórek mózgowych, czyli zmniejszania się objętości szarej substancji mózgu. Jednakże demencją nazywamy także neurologiczne problemy występujące u osób, które uległy wypadkom, lub u których nastąpił wylew lub wykryto guza mózgu. Zatem demencja jest pojęciem dosyć pojemnym, nie uwzględniającym genezy.

Pozytywny wpływ, jaki na funkcje poznawcze ma skorygowanie niedosłuchu, dwukrotnie przekracza skuteczność jakiegokolwiek obecnie dostępnego lekarstwa

Tak jak “gorączka” mówi o podwyższonej temperaturze organizmu, bez wnikania czy jest to gorączka spowodowana grypą czy zapaleniem wyrostka, tak demencja mówi o tym, że jest problem z procesami kognitywnymi (myślowymi, pamięciowymi).

Choroba Alzheimera jest więc – podkreślmy ponownie – najczęstszą lecz nie jedyną odmianą demencji.

Czynniki ryzyka

U zarania problemów demencyjnych leżą różne przyczyny. Mogą grać tu rolę czynniki związane z innymi chorobami (przykładowo miażdżyca) lub mechanicznymi urazami. Jednak nie ma stuprocentowego przełożenia, że wystąpienie takiej czy innej okoliczności, z pewnością zaskutkuje demencją. Możemy więc jedynie mówić o pewnych czynnikach ryzyka.

Przykładowo, sportowcy uprawiający mocno kontaktowe dyscypliny są narażeni na wiele drobnych wstrząsów w ciągu swojej kariery. Obliczono, iż statystycznie przekłada się to w późniejszym życiu na częstsze występowanie demencji. Nie oznacza to jednak, że u wszystkich tych sportowców demencja na pewno wystąpi. Znaczy to tyle, że znajdują się oni w grupie podwyższonego ryzyka – czyli w takiej w grupie ludzi, której udziałem jest lub są jakieś czynniki ryzyka.

Krótko mówiąc, określono pewną grupę okoliczności, które podnoszą ryzyko wystąpienia demencji. Na niektóre spośród tych nich mamy wpływ (np. palenie) a na inne nie (np. uwarunkowania genetyczne). Czynniki ryzyka wystąpienia demencji to m.in wspomniane palenie tytoniu, picie alkoholu, miażdżyca, nadciśnienie, podwyższony cholesterol czy cukrzyca. A dosyć niedawno do tej mało zaszczytnej listy dołączył…niedosłuch. (15, 20, 21, 22)

Niedosłuch podwyższa ryzyko wystąpienia demencji

Gruntowne studium badające wpływ niedosłuchu na ryzyko wystąpienia demencji zostało przeprowadzone przez zespół doktora Franka Lin z John Hopkins University w Maryland, USA. (21)

Badania doktora Lin biorą swój początek w analizie retrospektywnej wyników zgromadzonych w ramach programu BLSA (ang. Baltimore Longitudinal Study on Aging) czyli programu, w którym zbierane są różne dane dotyczące procesu starzenia.

W wyniku swojej analizy zespół dra Lin wytypował 639 osób, spośród których żadna nie wykazywała objawów demencji natomiast u 14 zdiagnozowano niedosłuch. Następnie wszystkie 639 osoby były badane (w odstępach rocznych lub dwuletnich) pod kątem wystąpienia u nich demencji.

Po kilkunastu latach okazało się że spośród wszystkich osób biorących udział w badaniu 58 zachorowało na demencję, z tym że odsetek tych osób w grupie “niedosłyszącej” był znacznie wyższy niż w grupie “słyszącej”

W porównaniu do osób z prawidłowych słuchem, niedosłyszący uczestnicy badania zapadali na demencję dwu-, trzy- a nawet pięciokrotnie częściej (w zależności od stopnia ubytku słuchu – im większy, tym większa występowalność demencji). Co więcej nawet po uwzględnieniu dodatkowych czynników ryzyka (jak np. cukrzyca czy nadciśnienie) wyniki badania nadal wskazują na niedosłuch jako wyraźny i odrębny czynnik ryzyka. (17)

W ostatnich latach kilka innych zespołów badawczych zaczęło zgłębiać to zagadnienie (m.in Prof. Hélène Amieva z Uniwersytetu Bordeaux we Francji (18) ) wyniki tych badań potwierdzają dotychczasowe ustalenia i dostarczają coraz nowych dowodów wskazujących na związek pomiędzy niedosłuchem a demencją.

W jaki sposób niedosłuch przyczynia się do “zainicjowania” demencji

W wyniku opisanych wyżej badań, powstały następujące hipotezy dotyczące tego w jaki sposób niedosłuch przyspiesza rozwój demencji.

Hipoteza 1- Obciążenie kognitywne.

Wg tej hipotezy, objawy demencji pojawiają się, ponieważ w wyniku niedosłuchu, mózg musi poświęcać więcej swoich mocy przerobowych na samo zrozumienie mowy. Taka realokacja zasobów neuronowych, po jakimś czasie, skutkuje deficytami w innych obszarach mózgu, np. tych odpowiedzialnych za pamięć.
Powoduje to szybsze wyczerpanie się rezerw kognitywnych mózgu, co z kolei objawia się wcześniejszym wystąpieniem objawów demencji.

Upraszczając: z powodu niedosłuchu mózg musiał przywołać swoje “rezerwy” na odcinek “rozumienie mowy”, w związku z czym odcinek “pamięć” nie otrzyma tych rezerw, gdy będą mu potrzebne, a co za tym idzie szybciej wywiesi białą flagę. (21)

Hipoteza 2 – Izolacja społeczna

W tej hipotezie niedosłuch nie występuje jako bezpośrednia, fizjologiczna przyczyna demencji, a tylko pośrednio, jako czynnik powodujący, iż dana osoba odsuwa się od społeczności i popada w alienację. Trudności w rozumieniu mowy powodują brak chęci do podtrzymywania kontaktów międzyludzkich. Z kolei taki spadek częstotliwości i intensywności interakcji z innymi, od dawna uznawany jest za czynnik ryzyka wystąpienia demencji. (20,21)

Hipoteza 3 – redukcja poziomu β-amyloidu i / lub szarej substancji mózgu

Ostatnia hipoteza jest już czysto biologiczna / fizjologiczna. Na początek kilka słów wprowadzenia w patofizjologię choroby Alzheimera.

Nauka nie znalazła póki co jednoznacznej odpowiedzi, co dokładnie odpowiada za rozwój tej choroby. Poczyniono natomiast obserwacje porównujące zdrowy mózg oraz mózg osoby chorej. W wyniku tych obserwacji zauważono, iż u osób chorych występują złogi β-amyloidu (jest to rodzaj białka). Póki co ta wiedza nie została przekuta na jakieś jednoznaczne ustalenia, bo u niektórych osób pomimo wystąpienia tych złogów choroba Alzheimera nie rozwija się (być może występują u nich jakieś dodatkowe czynniki i jest to przedmiotem dalszych badań) jednak występowanie tych złogów to bardzo poważny trop.

Wracając zatem do niedosłuchu, badania przeprowadzone na zwierzętach pokazują iż urozmaicenie otoczenia (którego analogią u ludzi może być życie obfite w bodźce słuchowe oraz w liczne kontakty społeczne) wpływa na obniżenie poziomu β-amyloidu, co z kolei być może spowalnia rozwój choroby Alzheimera (zaznaczam, to póki co tylko teoretyzowanie). Znajdowałoby to również swoje uzasadnienie w już wspomnianej wcześniej hipotezie o korzystnym wpływie interakcji społecznej na spowalnianie procesów chorobowych demencji.

Innym aspektem tej samej (jak się wydaje) hipotezy biologicznej jest obserwacja, iż u osób niedosłyszących zmniejsza się ilość szarej substancji w obszarze kory słuchowej. Jako że skutkiem choroby Alzheimera (niezależnie od tego co ją tak naprawdę wywołuje) jest właśnie spadek ilości szarej substancji, taka obserwacja może być przyczynkiem do wysnucia przypuszczenia, że niedosłuch ten proces potęguje, ponieważ sam w sobie również przyczynia się do zmniejszenie ilości tej substancji.


Kora słuchowa
fot.4; Wpływ choroby Alzheimera na mózg Źródło oryginału: By National Institutes of Health / Wikimedia Commons

Generalnie ta gałąź badań sugeruje, że osłabienie słuchu może uruchomić efekt domina w obszarze procesów neuronowych – zarówno tych odbiorczych jak i myślowych (kognitywnych), przyspieszając tym samym procesy demencyjne (20,21,22)

A zatem…

Jak widzimy, jeśli chodzi o odpowiedź na pytanie “jak to się konkretnie dzieje, że niedosłuch przyspiesza rozwój demencji?” naukowcy nie dają nam póki co jednoznacznej odpowiedzi. Wciąż poruszamy się bardzo mocno w obszarze różnych hipotez. Niemniej jednak niech nam to nie przysłoni faktu, że związek pomiędzy niedosłuchem a ryzykiem demencji został zauważony i potwierdzony w wielu badaniach. Innymi słowy: jeszcze nie wiadomo jak TO się dokładnie dzieje ale wiadomo że TO jest.

To czy aparat słuchowy może ten proces wyhamować jest przedmiotem dalszych badań i wiele wskazuje na to że tak jest (16). Myślę, że przytoczone przeze mnie wyniki są na tyle spójne i logiczne, że nie można zamykać na nie oczu. Pokazują one jednoznacznie, że niedosłuch może mieć wpływ na przyspieszenie procesów demencyjnych.

Tak samo jak w przypadku deprywacji słuchowej, którą opisałem kilka paragrafów wcześniej, tak i w przypadku demencji, proponuję za punkt wyjścia przyjąć założenie, że ograniczenie bodźca do którego mózg jest przyzwyczajony, i to w dodatku bodźca kluczowego dla procesów myślowych, może zaburzyć pracę naszego mózgu i mieć dalekosiężne, trudne do przewidzenia konsekwencje.

Jeśli zatem miałbyś z tego fragmentu zapamiętać jedną rzecz, to zapamiętaj coś, co do mnie przemówiło najbardziej. Jest to zdanie, jakie wypowiedział Profesor psychiatrii Murali Doraiswamy (Duke University), który jest autorem książki “Plan działania w chorobie Alzheimera” (ang. The Alzheimer’s Action Plan).

Powiedział on tak (20):
“Pozytywny wpływ, jaki na funkcje poznawcze ma skorygowanie niedosłuchu, dwukrotnie przekracza skuteczność jakiegokolwiek obecnie dostępnego lekarstwa”

Skorygowanie niedosłuchu może np. oznaczać zastosowanie aparatu słuchowego, zatem naprawdę weźmy sobie te słowa do serca.

Depresja, stany lękowe, fobie, izolacja

Wszystko to, co napisałem powyżej w mniejszym lub większym stopniu dotyczy sfery fizjologicznej. Tzn. zarówno deprywację słuchową jak i demencję możemy traktować jako jednostki chorobowe dające się zmierzyć jakimiś testami lub aparaturą. Niedosłuch jednak potrafi również (a może przede wszystkim) wyrządzić ogromne szkody w naszej sferze psychicznej, emocjonalnej oraz tej, związanej z naszymi relacjami międzyludzkimi.

niedosłuch nie jest czymś “ukrytym” – wychodzi on na powierzchnię w postaci gorszych zarobków, niesatysfakcjonującej pracy oraz ogólnym pogorszeniem jakości życia.

Nasz organizm jest oczywiście pewną całością, w której sfera psychologiczna oddziaływuje na sferę fizyczną i odwrotnie. Ten wątek już się zresztą przewinął przy opisywaniu demencji. Jak pamiętacie jedną z hipotez jej szybszego wystąpienia była izolacja społeczna wywołana przez niedosłuch.

To, co piszę poniżej nie powinno być więc z jednej strony odebrane jako wprowadzenie podziału na fizyczne i psychiczne konsekwencje niedosłuchu, lecz z drugiej strony czujemy, że jest tu jednak pewna różnica.

Ponadto, podając poniższe konsekwencje niedosłuchu jako ostatnie, nie bagatelizuję w żadnym wypadku problemów takich jak depresja, ani też nie śmiem twierdzić, że nie jest ona chorobą (choć zapewne należałoby odróżnić depresję kliniczną od stanów depresyjnych). Po prostu intuicja podpowiada mi, że część czytelników (np Ci którzy czytają jedynie początek artykułu 🙂 ), zauważywszy, iż jako konsekwencję niedosłuchu wymieniam depresję, zareagowałaby “Depresja? HA! mi to nie grozi!” względnie: “Aha facet gada o depresji, czyli żaden konkret, dzisiaj wszystko niby powoduje depresję”.

Jak łatwo się domyślić taka konkluzja zaskutkowałaby zapewne natychmiastowym zamknięciem artykułu i nie dowiedzeniem się o deprywacji i demencji.

Jest to swoisty paradoks ponieważ konsekwencje, jakie wymieniam na końcu, mają bodaj największy wpływ na jakość naszego życia. Niedosłuch w swej podstępnej naturze działa powolutku, a skutki, o których zaraz powiem są często lekceważone. Wsączają się bowiem w nasze życie tak powoli i stopniowo, że nie zauważamy ich nawet wtedy, kiedy osiągnęły duże rozmiary i stały się faktem. Gdyby spadły na nas z dnia na dzień, siejąc spustoszenie w naszym nastroju lub w relacjach międzyludzkich, wtedy na pewno z determinacją szukalibyśmy rozwiązania. Jednak rozcieńczone przez upływający czas, pogrążają nas tak dyskretnie, że nawet nie wiemy kiedy, zostajemy na placu boju sami, smutni i rozgoryczeni…

…ale do rzeczy!

Badanie nt. Psychologicznych i społecznych konsekwencji nieleczonego ubytku słuchu

W roku 1999 przeprowadzono w USA ankietę mającą na celu sprawdzenie, w jaki sposób nieleczony niedosłuch wpływa na jakość życia. Sformułowanie “nieleczony” może być w polskim przekładzie nieco mylące. Angielske “untreated” (The Consequences of Untreated Hearing Loss) należałoby raczej wg mnie przetłumaczyć jako “niedosłuch z którym nic nie zrobiono” czyli np. nie zastosowano aparatu słuchowego.

Była to ankieta ogólnokrajowa przeprowadzona na dużej grupie. Wzięło w niej udział 2304 osób niedosłyszących oraz 2090 ich bliskich (małżonków, krewnych, przyjaciół). Osoby niedosłyszące zaznaczały, czy stosują aparat słuchowy czy nie.

Pytania dotyczyły, ogólnie mówiąc, kondycji psychicznej i społecznej osób niedosłyszących oraz szukały odpowiedzi na pytanie, czy aparaty słuchowe poprawiają jakość życia.

Wyniki nie pozostawiają żadnych wątpliwości. Osoby stosujące aparaty, znacznie rzadziej zgłaszały problemy depresyjne czy lękowe oraz częściej brały udział w spotkaniach rodzinnych lub koleżeńskich.

W ankiecie pojawiły się również pytania skierowane do tych osób niedosłyszących które stosowały aparaty oraz do członków ich rodzin. Pytania te miały na celu ustalenie czy i w jakim stopniu zastosowanie aparatów słuchowych wpłynęło na poprawę i komfort ich życia.

Tutaj również wyniki są jednoznaczne. Ponad połowa z tych osób stwierdziła zauważalną poprawę w relacjach z innymi domownikami oraz poprawę w postrzeganiu samych siebie (lepszą samoocenę). Wiele spośród tych osób zauważyło również zwiększoną pewność siebie i niezależność oraz ogólnie bardziej optymistyczne spojrzenie na świat i życie.

Co ciekawe te korzystne zmiany jeszcze mocniej wybrzmiewają w odpowiedziach udzielanych przez ich bliskich. Znaczna większość z nich zauważyła, że zastosowanie aparatu słuchowego przez ich współmałżonka, przyniosło poprawę jego samooceny i postrzegania życia oraz polepszenie relacji domowych czy stosunków z dziećmi lub wnukami.(27)

Dokładne wyniki ankiety w języku angielskim są dostępne na stronie National Council of Aging – link

Niedosłuch a (gorsze) zarobki

Bardzo istotną obserwacją jest również to, iż osoby niedosłyszące mają statystycznie niższe zarobki niż osoby dobrze słyszące.

Jak wynika z raportu przeprowadzonego przez “Better Hearing Institute” w USA, rodziny w których co najmniej jedna z pracujących osób jest niedosłysząca i nie stosuje aparatu słuchowego, wykazywały średnio znacznie niższe dochody niż rodziny w których nie występuje ubytek słuchu.

Obliczono że (nie wnikając już w metodologię przeliczania, bo trzeba tutaj było ustalić jakiś przelicznik niedosłuchu przypadający na daną rodzinę) wzrost ubytku słuchu o 10% powoduje spadek zarobków o 1800 dolarów (w skali roku). Rodziny z największymi nidosłuchami w skali roku zarabiały zatem średnio o 12 000 dolarów mniej niż rodziny dobrze słyszące. (30)

W ramach tego raportu ustalono również że stosowanie aparatów słuchowych poprawia tę sytuację o 50%. Czyli zarobki w rodzinach niedosłyszących i stosujących aparaty nadal są niższe od zarobków rodzin dobrze słyszących ale jest to różnica o połowę mniejsza niż miało to miejsce w przypadku osób niedosłyszących nie korzystających z aparatów.

W swoich wnioskach autorzy raportu piszą, że dobre słyszenie jest niezbędne do skutecznej komunikacji w miejscu pracy. Większość sytuacji czy to w handlu czy w obsłudze wymaga prawidłowego zrozumienia mowy. Dobre słyszenie jest również konieczne w celu zapewnienia bezpieczeństwa.

Osoby niedosłyszące mogą zatem zarabiać mniej np. z powodu zatrudnienia poniżej swoich kwalifikacji, błędów popełnianych w pracy, lub pogorszenia swojej wydajności w wyniku (już wcześniej opisanych w tym artykule) problemów jakie niesie ze sobą niedosłuch czyli depresji, izolacji społecznej, osłabionych procesów myślowych i emocjonalnych.

Ponadto osoby niedosłyszące gremialnie zwlekają z zastosowaniem aparatu słuchowego, obawiając się iż będzie to postrzegane w pracy jako oznaka niedołęstwa czy starości. Odnotowany jest nawet bardzo znamienny przypadek prezesa dużej firmy, który w wyniku niedosłuchu stracił milionowy kontrakt (brak rozumienia mowy w negocjacjach biznesowych).

Innym aspektem tego zagadnienia jest ukrywanie ubytku słuchu w trakcie swojej młodości co ma istotny wpływ na edukację oraz skutkuje uzyskaniem gorszych kwalifikacji na resztę życia.

Niestety – jak zauważają autorzy raportu – niedosłuch nie jest czymś “ukrytym” – wychodzi on na powierzchnię w postaci gorszych zarobków, niesatysfakcjonującej pracy oraz ogólnym pogorszeniem jakości życia.

Raport w języku angielskim do przeczytania tutaj – link

Podsumowanie oraz praktyczne aspekty przytoczonych badań

Na koniec kilka uwag, co do samej konstrukcji niniejszego artykułu. Pomyślałem, że warto zwrócić uwagę na fakt iż (jeśli chodzi o badania) korzystam tu głównie ze źródeł amerykańskich. Nie wiem czy słusznie ale być może dla części czytelników, opieranie się na wynikach badań zza oceanu może sprawiać że przedstawiają one mniejszą wartość gdyż w mniemaniu tychże osób “są oderwane od naszej rzeczywistości” lub też na zasadzie “mają kupę forsy, nie wiedzą co z nią robić to sobie fundują te wszystkie badania”.

Może trochę na wyrost ale odniosę się do tego, ponieważ fakty są dokładnie odwrotne. Amerykanie robią te wszystkie badania ponieważ myślą bardzo perspektywicznie oraz po to żeby (jako naród)…oszczędzić pieniądze.

Przykładowo punktem wyjścia do badań nt. związku pomiędzy niedosłuchem a demencją było spostrzeżenie, że światowa populacja osób cierpiących na demencję podwaja się co każde 20 lat. Skutkiem tego będzie to, że w roku 2050 na całym świecie liczba osób cierpiących na demencję wyniesie 100 milionów. Wyprowadzono stąd praktyczny wniosek, że opóźnienie początków demencji o 1 rok zredukuje tę liczbę o 10%.

Proszę zobaczyć, jak to jest w pewnym sensie brutalnie konkretny cel. Oni nawet nie szukają sposobu na uniknięcie demencji. Nie, oni się zastanawiają jak ją choćby tylko trochę opóźnić, gdyż już samo to sprawi, że ogólna ilość osób na świecie cierpiących na demencję zmniejszy się o 10 % czyli w tym wypadku o 10 milionów.
I z tego punktu zadają sobie pytanie – czy niedosłuch wpływa na demencję a jeśli tak, to czy możemy tę wiedzę jakoś wykorzystać?

Drugi przykład to opisana ankieta związana z zarobkami osób niedosłyszących. Też na pierwszy rzut oka można by uznać, że to taka trochę sztuka dla sztuki: mieli jakieś pieniądze na badania, musieli jakoś je wydać to sobie urządzili ankietę. Nic bardziej mylnego (copyright. Radosław Kotarski 🙂 ). Z ankiety tej płynie bowiem bardzo konkretny finansowo wniosek – budżet państwa traci na mniejszych zarobkach swoich obywateli. Skoro ich zarobki są mniejsze to mniejsza jest też kwota od której płacą podatki. Konkretnie, budżet USA traci w ten sposób rocznie 18 miliardów dolarów.

Piszę to żeby w unaocznić polskiemu czytelnikowi, że amerykańskie badania są niezmiernie mocno zakorzenione w rzeczywistości. Zatem to, że nie mamy analogicznych badań w Polsce nie powinno sprawiać że lekceważymy wyniki amerykańskie.

Mamy takie same mózgi, tak samo żyjemy w społeczeństwie i tak samo chodzimy do pracy. Wniosek – fatalne skutki lekceważenia niedosłuchu zagrażają nam w identycznym stopniu. Nie bagatelizujmy tego!

BIBLIOGRAFIA:

1) UNTREATED HEARING LOSS AND AUDITORY DEPRIVATION; IS THERE A CONNECTION? – http://audioconsult.com/2014/01/untreated-hearing-loss-and-auditory-deprivation-is-there-a-connection/

2) “Wear your hearing aids or your brain will rust” – https://journals.lww.com/thehearingjournal/Fulltext/2004/01000/_Wear_your_hearing_aids_or_your_brain_will_rust_.11.aspx

3) Jak słyszy mózg? Tonotopowa organizacja kory słuchowej – http://slysze.ifps.org.pl/jak-slyszy-mozg-tonotopowa-organizacja-kory-sluchowej/

4) Some sense in sensory deprivation – http://www.sciencebrainwaves.com/some-sense-in-sensory-deprivation/

5) Hearing aids and the brain: What’s the connection? – https://journals.lww.com/thehearingjournal/fulltext/2006/08000/Hearing_aids_and_the_brain__What_s_the_connection_.3.aspx

6) Hearing Aids: The Brain Connection – https://www.asha.org/Articles/Hearing-Aids-The-Brain-Connection/

7) Late-Onset Auditory Deprivation – https://www.audiology.org/sites/default/files/journal/JAAA_04_05_01.pdf

8) Psychoakustyka w pigułce – http://www.staff.amu.edu.pl/~apraton/Psychoakustyka%20w%20pigulce.pdf

9) Can the use of amplification prevent the effects of auditory deprivation in adults with sensorineural hearing loss? – https://www.uwo.ca/fhs/lwm/teaching/EBP/2010_11/Cheung.pdf

10) Deprywacja słyszenia przy jednostronnym protezowaniu – http://ptnzs.org.pl/audiofonologia/AUDIOFONOLOGIA_TOM_XV_1999/art27.pdf

11) Centralne Zaburzenia Przetwarzania Słuchowego – https://kursy.operon.pl/Blogi/Profesor-Marta-Bogdanowicz/Centralne-Zaburzenia-Przetwarzania-Sluchowego

12) Auditory Deprivation, Brain Changes Secondary to Hearing Loss, and More: An Interview with Anu Sharma, PhD – http://www.hearingreview.com/2017/01/auditory-deprivation-brain-changes-secondary-hearing-loss-interview-anu-sharma-phd/

13) Onset of Auditory Deprivation – https://www.audiology.org/sites/default/files/journal/JAAA_10_10_02.pdf

14) Dementia: Symptoms, stages, and types – https://www.medicalnewstoday.com/articles/142214.php

15) These are the 9 risk factors for dementia that you probably didn’t know about – https://globalnews.ca/news/3609345/9-risk-factors-for-dementia-that-you-probably-didnt-know-about/

16) Hearing Loss Accelerates Brain Function Decline in Older Adults – https://www.hopkinsmedicine.org/news/media/releases/hearing_loss_accelerates_brain_function_decline_in_older_adults

17) Hearing Loss and Dementia Linked in Study – https://www.hopkinsmedicine.org/news/media/releases/hearing_loss_and_dementia_linked_in_study

18) Death, Depression, Disability, and Dementia Associated With Self-reported Hearing Problems: A 25-Year Study – https://academic.oup.com/biomedgerontology/advance-article-abstract/doi/10.1093/gerona/glx250/4783130?redirectedFrom=PDF

19) Study confirms the link between hearing loss and dementia in older adults https://www.alzheimers.org.uk/news/2018-05-02/study-confirms-link-between-hearing-loss-and-dementia-older-adults

20) Hearing Loss Linked to Dementia – https://www.aarp.org/health/brain-health/info-07-2013/hearing-loss-linked-to-dementia.html

21) Hearing Loss and Incident Dementia – https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3277836/#__ffn_sectitle

22) How does hearing loss affect the brain? – https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4811604/

23) Remember Me? A Guide to Alzheimer’s Disease and Hearing Loss – https://www.audiologyonline.com/articles/remember-me-guide-to-alzheimer-1008

24) Choroba Alzheimera – co dzieje się w mózgu chorego? – http://biotechnologia.pl/biotechnologia/choroba-alzheimera-co-dzieje-sie-w-mozgu-chorego,13091

25) Więcej o blaszkach – https://www.alz.org/brain_polish/11.asp

26) Are You Hearing This? – https://leader.pubs.asha.org/article.aspx?articleid=2300799

27) The Consequences of Untreated Hearing Loss in Older Adults – https://www.ncoa.org/resources/the-consequences-of-untreated-hearing-loss-in-older-adults/

28) Quantifying the Obvious: The Impact of Untreated Hearing Loss on Quality of Life, Knowles Electronics, Itasca, IL: May 1999.

29) Untreated Hearing Loss in Adults—A Growing National Epidemic – https://www.asha.org/Articles/Untreated-Hearing-Loss-in-Adults/

30) The Impact of Untreated Hearing Loss on Household Income – http://www.betterhearing.org/hearingpedia/bhi-archives/eguides/impact-untreated-hearing-loss-household-income

Źródła zdjęć / Images attribution

fot.2 – oryginał autorstwa / original image by By Aquegg [Public domain], from Wikimedia Commons – https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Spectrogram-19thC.png

fot.3 – oryginał autorstwa / original image by 10.1371_journal.pbio.0030137.g001-L.jpg: Chittka L, Brockmann (10.1371_journal.pbio.0030137.g001-L.jpg) [CC BY 2.5 (https://creativecommons.org/licenses/by/2.5) or CC BY 2.5 (https://creativecommons.org/licenses/by/2.5)], via Wikimedia Commons

fot.4 – oryginał autorstwa / original image by National Institutes of Health [Public domain], via Wikimedia Commons

  • odpowiedz Zocha ,

    Bardzo interesujący artykuł. Szczerze mowiac nie znalazlam jeszcze w sieci podobnego bloga. Tak Pan ciekawie pisze, o trudnym przeciez temacie, ze czyta sie to z przyjemnością i zaciekawieniem co bedzie dalej. Bardzo merytorycznie a z drugiej strony przystępnie dla osoby, ktora nie konicznie zna fachowe slownictwo. Raczej nie zostawiam komentarzy ale tu jakos nie moglam sie powstrzymac. Niech Pan kontynuuje, bo to bardzo pożyteczna inicjatywa! Powodzenia

    • odpowiedz Olek ,

      Musze powiedziec, ze jest to bardzo ciekawie napisany artykul i doglebnie wyjasniajacy moje problemy ze sluchem. Zona sie zlosci, ze czasami nie slysze co mowi, a ja nie zdawalem sobie sprawy, ze to moze byc przyczyna niedosluchu.

      • odpowiedz LechWa ,

        Witam Panie Olku, dziękuję za pozytywny komentarz. Myślę że powinien Pan poważnie potraktować te symptomy i wykonać badania – np. zacząć od audiometrii tonalnej i audiometrii mowy – oraz skonsultować się z lekarzem specjalistą.

      • odpowiedz Róża Wiatrów ,

        Jako żona osoby niedosłyszącej i od kilku cierpiącej na bardzo dolegliwe szumy uszne, podpisuję się obiema rękami – diagnozujmy się, używajmy aparatów słuchowych! Okazało się że szumy (piski) jakie mąż słyszy są spowodowane niedosłuchem wysokich tonów i nadmierną aktywnością neuronów słuchowych. Dodatkowo mąż miał ciągłe poczucie zagrożenia spowodowane zaburzeniami słuchu, powodujące epizody depresyjne, obniżoną efektywność w pracy i obniżoną samoocenę. Jego (nasz) komfort życia niesamowicie się poprawił po wizycie u audiologa i zastosowaniu cyfrowych aparatów słuchowych w obu uszach, już po kilku dniach. To działa prawie jak magia. Dolegliwości cofnęły się, a ja codziennie z niedowierzaniem obserwuję jak mąż odzyskuje radość życia i pewność siebie. Jest duże prawdopodobieństwo że szumy znikną po kilku miesiącach używania aparatów. Dla osób które obawiają się że aparat je postarzy – absolutnie NIKT nie zauważył że mąż je nosi, są maleńkie. Trzymam w domu butelkę wina dla osoby która pierwsza zauważy że mąż nosi aparaty… Dziękuję za świetny artykuł, wsparty bogatą i ciekawą bibliografią.

        • odpowiedz Lech Wasilewski ,

          @Róża Wiatrów | Witam serdecznie i bardzo dziękuję za pozostawienie tak obszernego (i zgodnego z przesłaniem artykułu) komentarza. Niezmiernie się cieszę, że zastosowanie aparatu słuchowego przyczyniło się do tak diametralnej poprawy życia Pani męża. Dziękuję również za potwierdzenie (apel), że nie ma się czego bać i że aparaty słuchowe są obecnie bardzo dyskretne. Taki odzew ze strony czytelników jest dla mnie wielką nagrodą i sprawia, że utwierdzam się w przekonaniu iż popularyzowanie wiedzy na ten temat ma sens, jest potrzebne i pożyteczne. W przygotowaniu mam bardzo rozbudowaną serię artykułów dotyczących aparatów słuchowych (a w brew pozorom wcale nie są to proste do wyjaśnienia). Zatem zapraszam do kolejnych odwiedzin!
          LW

        Dodaj komentarz